Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

patryk411 Rss

Dlaczego pokora jest nieznana dziś

2

Category : Rozważania

Wydaje mi się, że w potocznym myśleniu wielu ludzi pokora znaczy co innego niż powinna znaczyć. Zajrzałem do Słownika Języka Polskiego PWN i oto co znalazłem pod hasłem pokora:

stan psychiczny polegający na odczuwaniu własnej małości, niższości; brak zarozumiałości, pychy; brak buntu wobec przeciwności; potulność, uległość, uniżoność

a poniżej jeszcze w haśle pokorny znajdziemy m.in. określenie skromny, cichy.

Nie czepiam się słowników, one wyrażają stan mentalny w danym momencie historycznym. Skoro taka definicja znajduje się w słowniku, to znaczy, że tak ludzie rozumieją to pojęcie. Tymczasem rozpatrywane jest ono z zewnątrz i kojarzy mi się jako coś negatywnego. Nie dziwić mogą zarzuty ateistów, że wiara powoduje niskie poczucie własnej wartości itp. Dlatego podjąłem się tego zagadnienia. Trudno się zgodzić, że pokora jest wyłącznie poczuciem niższości, brakiem buntu, uległością itp. Cnota chrześcijańska nakazuje w pewnych sytuacjach milczeć a w pewnych sytuacjach wręcz milczenie np. wobec krzywdy innej osoby jest grzechem. Pokora nie jest zatem biernym poddawaniem się i uległością, która jeśli wynika z naturalnych skłonności człowieka jest nawet wadą, którą należy wykorzeniać.

Pokora a prawda


To na co szczególnie chciałbym w tym wpisie zwrócić uwagę, to to, że pokora związana jest z prawdą! Pan Jezus mówi w Ewangelii, że

„jeśli będziecie trwać w mojej nauce, poznacie prawdę a prawda was wyzwoli”.

Myślę, że to jest podstawa do zrozumienia pokory. Im bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej powinniśmy poznawać naszą słabość, grzeszność która w nas się kryje. Każdy z nas ma swoje ograniczenia, wady. Nikt z nas nie może powiedzieć, że jest idealny, doskonały, jeśli by tak powiedział znaczy to, że kłamie, bo po prostu jest to sprzeczne z rzeczywistością. Każdy ma doświadczenie, że na jakimś polu walki przegrał, nie sprostał zadaniu. Z doświadczenia własnej ograniczoności, grzeszności może rodzić się dwojaka postawa. Albo będziemy się usprawiedliwiać, tłumaczyć, że to przecież nic takiego, inni też np. tak robią itp, albo zaprzeczać faktom mówić, że to nie prawda, że my nie jesteśmy tacy i zaczniemy myśleć pozytywnie o sobie. Będziemy wmawiać sobie, że nic złego nie robimy, co powoduje oddalenie się od prawdy o nas samych po to, by ocalić nasze dobre „ja”. Mamy potrzebę bycia dobrym, każdy chce być dobry, ale jeśli ktoś za cenę bycia dobrym, porządnym w oczach siebie i innych posuwa się do zaprzeczania, kłamstwa, usprawiedliwiania to mamy do czynienia z pychą. To miłość własna powoduje, że nie chcemy stanąć w prawdzie, bo nasze ego boi się uznać siebie za kogoś złego.

Ciekawe, że na ogół sądzimy, że wszystko, co robimy jest dobre, lub przynajmniej moralnie neutralne (co wmawiają nam współczesne czasy, media) a złe jest ewentualnie to, co my nie robimy, ale robią inni. I tak na tej zasadzie często ludzie współżyjący ze sobą przed ślubem nie uważają tego za złe, choć już zdradę tak (jeśli sami nie zdradzają) Oczywiście wartości moralne są względne dlatego nawet ktoś kto wcześniej zdradę uważał za coś złego w momencie gdy to on sam robi usprawiedliwia się mówiąc, że ma prawo do miłości i właśnie znalazł sobie nową miłość. Tymczasem pokora polega na tym, że z prawdą uznajemy własne słabości nawet jeśli to się kłóci z naszym dobrym wizerunkiem nas samych we własnych oczach. Niektórzy sądzą, że chrześcijaństwo skupia się głównie na grzechu i wpędza przez to ludzi w poczucie winy, tymczasem właśnie, przyglądanie się swoim słabościom służy czemu innemu. Trudno byłoby uznać prawdę o nas, uznać za zło, to co rzeczywiście jest złem w nas gdyby nie perspektywa Boga, który kocha. Problem tych, co uważają, że chrześcijaństwo zbytnio przykłada uwagę do grzechu wynika raczej z tego, że nie biorą w ogóle pod uwagę Boga. Traktują rzeczywistość duchową co najwyżej jako psychiczną a wtedy może i rzeczywiście rozdrapywanie własnych win nie jest takie najlepsze, bo człowiek może tego nie wytrzymać, będzie się tylko zadręczał, więc najlepiej po prostu o tym nie myśleć, zapomnieć, po co się przejmować. Jakże jest to bliska perspektywa współczesnego świata. Ponieważ mamy Boga miłującego, który nas kocha i nam wybacza możemy być pewni, że przyznając się do błędu, słabości Bóg nam zawsze odpuści i więcej stajemy się kimś szczególnym, bo skruszonego sercem Bóg nigdy nie odtrąca. To nas zaprowadza do rozwoju duchowego. Człowiek wtedy nie liczy na własne zasługi, bo wie, że on sam jest skłonny do złego, dlatego ufność pokłada w Bogu. Podałem przykłady skrajne, ale to dotyczy przecież także wad powszednich.

Najbardziej pokorna z ludzi była Matka Boża, tak bardzo, że spotykamy się z określeniem, że była ona samą pokorą. W każdym z nas kryje się pycha, która jest początkiem każdego grzechu. Bo z pychy, czyli nieuporządkowanej miłości własnej rodzą się np. takie wady jak zazdrość, która polega na tym, że „ja”, nasze ego odczuwa smutek że ktoś ma lepiej niż on sam, co może prowadzić do zazdrości. Uświadomienie sobie tego stanu może wywołać reakcję obronną, która polega na zaprzeczeniu, udawaniu że wszystko jest ok, bo przecież ja jestem dobry. Tylko stwierdzenie faktu, że ja oto zgrzeszyłem, zapragnąłem tego, co chce drugi człowiek i uznanie tego za nieprawość może odbywać się tylko w obliczu miłosiernego Boga. Taka postawa jest niezwykle rozwijająca duchowo. Przychodzi mi w tej chwili taki obrazek na myśl. Dziecko narozrabiało i dowiaduje się o tym ojciec. Dziecko może się bać, że ojciec wymierzy mu karę. Dziecko może zaprzeczać, że zrobiło daną rzecz a może też po prostu się przyznać do tego co zrobiło. Jeśli tutaj spotka się z ojcem, który potrafi ogarnąć je z miłością, tzn nawet wyznaczyć karę, ale nie pozwolić, by zawładnęły nim negatywne emocje, wręcz przeciwnie uścisnąć z serdecznością na znak wybaczenia to niesamowicie dziecko zyskuje na tym. Nie tylko doświadcza, że jest kochane, ale, że trzeba żyć z prawdą.

Przywołałem przykład Matki Bożej o której wiemy, że była pokorna, ale na czym polegała jej pokora? Była przecież bez grzechu! Jej pokora polegała na tym, że świetnie zdawała sobie sprawę, że jest tylko stworzeniem, czyli takim człowiekiem jak każdy inny, ale że ma wyjątkowe powołanie. Bóg zdecydował, że przyjdzie właśnie przez nią choć ona niczym sobie nie zasłużyła. To Bóg pierwszy ją wybrał i z tej świadomości rodzi się pokora, że nie zawdzięcza sobie tego zaszczytu samej sobie, bo równie dobrze Bóg mógł inną kobietę wybrać sobie za matkę.

Comments (2)

Pokora jest prawdą o ludzkim sercu. Stawać w prawdzie to uznawać swoją grzeszność, widzieć jak bardzo ten grzech rządzi i zniewala. W czasach, gdy ważne jest “wysokie poczucie własnej wartości” pokora aż razi po oczach. A mimo to bez niej… to “poczucie” jest fałszywe. Pozdrawiam.

Pokora jest jedną z najważniejszych cech w życiu chrześcijanina. Czasem wmawia się nam – tak jak napisałeś – że to wręcz synonim kompleksu niższości. Ale moim zdaniem pokora to całkowite poddanie się Bogu, nie poleganie na własnym wysiłku, pieniądzach, zdrowiu czy znajomościach. Jezus był pokorny, ale nie wahał się wyrzucić handlarzy ze świątyni. Pozdrawiam! :)

Post a comment

*
patryk411 Top